Cześć:)Przyjechałam właśnie z zakupów i kupiłam sobie spodnie.Są to niebieskie rurki-bardzo mi się podobają.Jutro musze troszeczke sie pouczyć do sprawdzianu z geo i będzie ok.Teraz kolejne dwie rady odnośnie ZDROWIA I URODY cz.5-ostatnia!
JAK SCHUDNĄĆ ORAZ ZACHOWAĆ ODPOWIEDNIĄ WAGE?
Statystyczna Polka nie wypada najlepiej w rankingach zdrowia Europejek. W stosunku do średniej naszego wzrostu, ważymy zdecydowanie zbyt dużo. Nie kontrolujemy liczb, jakie wskazuje nasza waga, bo i ważyć się nie lubimy - wychodzimy z założenia, że problemu, o którym nie wiemy, po prostu nie ma. Efekt? Coraz więcej kobiet borykających się z chorobami układu krążenia, cukrzycą, miażdżycą. Podwyższony poziom cholesterolu nie robi już na nikim wrażenia - przecież nikt nie ma go w normie! Niestety, w kwestii diety i zdrowia także wykazujemy tendencję porównywania się z gorszymi, żeby we własnych oczach wypaść lepiej… Na domiar złego, tylko 20% z nas uprawia sport. Większość porusza się samochodami (nawet po poranną gazetę do kiosku za rogiem!), a spacer traktuje jak najgorszą karę i stratę czasu. Tym sposobem tłuszcz, kapka po kapce, fałdka po fałdce, odkłada nam się wokół talii, na ramionach i biodrach. Spódnica z zeszłego sezonu jest za ciasna? Zamiast kupować nową, weź się za siebie i
do tego samego zdopinguj swoje koleżanki!
Od czego zacząć?
Każdy dietetyk wam powie, że dieta to styl życia i będzie miał 100% racji. Bo niestety, jeśli jesz w biegu, wykazujesz zamiłowanie do tłustych potraw i na domiar złego, wolisz spędzić wieczór przed telewizorem niż na basenie, musisz dokonać rewolucji w swoim życiu. Na dobry początek przeanalizuj zawartość swojej lodówki. Krytycyzm się opłaci. I to nie znaczy, że masz mieć szafki wypchane produktami light.Powinnaś za to mieć wszystkiego po trochu, bo zróżnicowana i zbilansowana dieta to klucz do sukcesu.
To nieprawda, że stosując na przykład dietę owocową szybko schudniemy. Owoce zawierają fruktozę (cukier) i są bardzo kaloryczne. Nie można z nich, co prawda, zrezygnować (dostarczają organizmowi witaminy, mikroelementy i pektyny), ale nie należy też przesadzać z ich ilością. Zaleca się jedzenie dwóch, trzech owoców dziennie. Jeśli chcesz schudnąć, wystrzegaj się tych najbardziej kalorycznych: avocado (100 g, 107 kcal), winogrona (100 g, 68 kcal), banan (100 g, 60 kcal). Dietetycy polecają spożywanie owoców o najmniejszej zawartości cukru, czyli: melonów i arbuzów (100 g, 19 kcal), grejpfrutów (100 g, 23 kcal), truskawek (100 g, 26 kcal).
Mitem jest także skuteczność diet opartych na jednym warzywie. Po zastosowaniu tego typu diety praktycznie zawsze wpadniesz w pułapkę efektu jo-jo. Pamiętaj też, że spożywanie ciągle tych samych składników odżywczych grozi niedoborem niektórych witamin i minerałów. Powinnaś tak skomponować swoją dietę, aby znalazły się w niej: warzywa, owoce, jaja, mięso oraz produkty mleczne i zbożowe. Cudowne diety naprawdę nie istnieją!
Mamy za to dobrą informację dla wielbicielek makaronów - wcale nie są takie tuczące! Oczywiście, talerz klusek z ciężkim sosem to nie najlepszy wybór, ale makarony z mąki z pełnego ziarna są cenne dla zdrowia i szybko zaspokajają głód, dzięki wysokiej zawartości błonnika, który w naturalny sposób oczyszcza jelita i przyspiesza przemianę materii.
Uważajcie jednak na pułapkę w postaci sałatek. Jeżeli przyrządzasz sałatki na bazie sałaty i nie dodajesz majonezu, to OK. Największym wrogiem szczupłej sylwetki są tłuste sosy. Świeża sałata w wersji solo ma 15 kcal, ze śmietaną – 40 kcal, z oliwą – 50 kcal, a z sosem czosnkowym aż 194 kcal!
Słynne diety 1000 kalorii…
Pewnie nieraz słyszałaś, że jedząc nie więcej niż 1000 kalorii dziennie, można w niedługim czasie stracić na wadze całkiem sporo. Niestety, rzadko kiedy media zachęcające do tego typu rygorystycznych diet informują o ich negatywnych skutkach. Tak drastyczne ograniczenie jedzenia może w ogóle nie dać efektów i dodatkowo spowodować spustoszenia w organizmie. Na dietę 1000 kcal można przejść tylko pod okiem lekarza, który upewni się, że jesteśmy zdrowi i że nasz organizm wytrzyma taki kierat. Według najnowszych badań Instytutu Żywienia, najbezpieczniejsza (w połączeniu z efektywnością) dla organizmu jest dieta, której dzienna liczba kalorii utrzymuje się na poziomie między 1200 a 1500. Zapewnia to minimalną ilość energii potrzebnej organizmowi do normalnego funkcjonowania.
Czy w takim razie lepiej jeść do syta?
W żadnym wypadku! Jedzenie do syta to typowe dla naszych rodaków zachowanie, będące dietetycznym grzechem głównym. Nie ma sensu w jedzeniu na zapas. Nasz organizm nie jest w stanie spalić takiej ilości kalorii, jaką wrzucamy w siebie, np. podczas trzydaniowego obiadu. Lepiej jeść częściej, ale mniej, a od stołu wstawać z uczuciem lekkiego niedosytu.
Nie mam czasu na takie zabawy!
Wpychana w siebie na stojąco kanapka z szynką to zabójstwo. Jeszcze gorsze są chipsy jedzone w drodze do pracy albo jagodzianka naprędce konsumowana w autobusie. Nie wspominamy nawet o frytkach i hamburgerach… Celebrowanie posiłków pomaga w odchudzaniu. Na spożywanie każdego posiłku powinnaś przeznaczyć około 45 minut. Jeśli jesz zbyt szybko, mózg nie nadąża z wysyłaniem sygnałów, że głód został zaspokojony i w efekcie pochłaniasz więcej.
Jak mogę zwiększyć efektywność swojej diety?
Tak, jak robiąc sobie makijaż albo dobierając ubrania, tak i odchudzając się, możesz stosować pewne triki. Na przykład, pijąc dużo wody z cytryną, oczyścisz swój organizm z toksyn. Łykając witaminy pomożesz swojemu organizmowi zamieć pokarm w energię, a jedząc ananasy przyspieszysz trawienie. Staraj się zastąpić słodkie soki owocowe, gęstymi warzywnymi. Są sycące i dodają energii w zdrowy sposób. Pamiętaj o śnie. Gdy organizm jest wypoczęty, lepiej funkcjonuje i regeneruje się. Ludzie niewyspani lub żyjący w stresie mają wyższy poziom kortyzolu (wydzielany przez nadnercza), co powoduje wolniejsze pozbywanie się tłuszczu. Pracuj nad swoją „inteligencją dietetyczną”. Co to takiego? Po odpowiedź zajrzyj tutaj.
Na zakończenie zachęcamy was do obliczenia swojego wskaźnika masy ciała. Jak to zrobić? Musisz znać dokładnie swoją wagę oraz wzrost wyrażony w metrach (np. 1,78 m). Wzrost podnieś do kwadratu, a liczbę kilogramów podziel przez otrzymany wynik. W ten sposób wyliczysz swój wskaźnik BMI.
Jak interpretować wyniki?
Wynik poniżej 18 - to niedowaga.
18 – 25 waga w normie.
25,01 – 30 nadwaga.
30,01 i powyżej to już otyłość.
Podobno jednak stosunek talii do bioder jest lepszym niż BMI wskaźnikiem. Określisz go, dzieląc obwód talii przez obwód bioder (tym razem wyrażone w centymetrach). Dla kobiet odpowiedni wynik (w normie) to 0,8.
CZY FEMINIZM WYSZEDŁ NAM NA DOBRE?
Od wieków kobiety miały władzę w postaci uroku osobistego. To dawało im wiele. Widocznie za mało, skoro chciały więcej. Co teraz mają? Zapewne brak czasu na pójście do fryzjera. Zresztą, po co? Feminizm wyklucza wszelkie manifestowanie swojej kobiecości. A kobiety pokazujące nogi są ganione przez wojujące feministki. One postawiły na rozwój wewnętrzny. Pokazały facetom, że nie są słabymi istotkami, tylko prężnymi i twardymi osobowościami.
Nieraz kobiety udowodniły, że potrafią dosłownie wszystko. Teraz nie ma odwrotu. Wiernie trwają przy swoich postanowieniach i deklaracjach: Mogę wszystko! Zaczynają się jednak pojawiać głosy (i to ze strony samych zainteresowanych, czyli feministek), że brakuje im w innych kobietach delikatności, subtelności, a przede wszystkim - kobiecości.
Cały problem zainicjowały same panie, twierdząc, że są dyskryminowane przez mężczyzn. Podsycano to typowym modelem rodziny, gdzie mąż pracuje, żona gotuje, leży i pachnie. Ale przecież takich czasów nigdy nie było. Od wieków kobiety pracowały - czy to w polu, czy to w zakładzie, a pieniądze przez nie zarobione szły na mężczyzn. O to cała walka feministek się zaczęła. No, i oczywiście, kobiety zapragnęły lepszych posad niż np. szwaczka.
Wróćmy na moment do historii. Dawniej kobiety uwodziły mężczyzn biustem czy nogami, nie inteligencją. Współczesne panie mają żal do feministek, że przez nie, facet boi się podrywać kobietę. A wynika to z tego, że kobiety, zamiast przyjmować komplementy, wyzywają mężczyzn na walkę słowną. Pytanie nasuwa się samo - Co złego było w przepuszczaniu kobiet w drzwiach czy adorowaniu ich kwiatami?
A co ze współczesnym macierzyństwem? To drażliwy temat, ale dość istotny. Nie czarujmy się, zajście w ciążę jest bardzo niemodne. A feministki nie promują trendu bycia mamą. Dodatkowo, twierdzą, że rodzina jest formą zniewolenia kobiety. Tak naprawdę wszystko zależy od upodobań.
A jak czuje się kobieta, która rzuca pracę w korporacji na rzecz rodziny? Otóż, czuje się gorsza. Gdyby jednak tego nie zrobiła, jej pozycja żony i matki bardzo by na tym ucierpiała. Nie chodzi o to, aby teraz naraz wszystkie kobiety zaczęły rodzić dzieci, ale gdyby wszystkie myślały, że rodzina to zło najgorsze, drogie Panie, świat przestałby istnieć.
Najzabawniejsze jest to, że większość kobiet podających się za feministki, niewiele wie o samej filozofii feminizmu. To dość smutne, że jest on kobietom znany głównie ze środków masowego przekazu. Wyobraźmy sobie sytuację, że osoba medialna, powiedzmy pod postacią Kazimiery Szczuki, wygłasza słowa: „Moja macica należy do mnie”, „Kopernik był kobietą”. I co? I nic. Nawet jeśli kobieta czuje się feministką, trudno jej się utożsamić z tymi deklaracjami. A przecież adresatką tych słów powinna być właśnie każda przeciętna kobieta z miasta X.
Zbyt radykalnie, zbyt brutalnie, zbyt ideologicznie. Efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast podziwu, jest zdziwienie i zniesmaczenie. I najczęściej odczuwają je nie mężczyźni, lecz kobiety.
Kolejna dość zabawna sytuacja wynika przy temacie dyskryminacji. Na każdym etapie, u każdej kobiety, przychodzi myśl, że facetowi jest łatwiej, że ma więcej możliwości i sposobności zaistnienia. Ale, jak słusznie ktoś zauważył, kobiety są grupą, która nie dość, że sypia ze swoimi „oprawcami”, to jeszcze ich bardzo kocha. Przecież nie da się współżyć z facetem i ciągle zaostrzać z nim walkę. To taki wewnętrzny dysonans. Feministki powinny skupić się na zmianie obyczajowości, prawa, a nie relacji damsko–męskich.
Kobiety doprowadziły do tego, że mężczyzna, zamiast zadbać o nas i o dom, zwalnia się z tej odpowiedzialności. Współczesny facet to mniej nakierowany na karierę, a bardziej zadbany, partnerski osobnik. Taka postawa drażni kobiety, bo po to wyszły z cienia i zaczęły walczyć, aby mieć z kim. Przecież jasno określiły cele: pokazać mężczyznom, kto może być lepszym szefem. W efekcie, dojdzie do tego, że współczesne kobiety będą walczyły same ze sobą.
Feministki każą nam wybierać - albo powinnyśmy być matkami, albo żonami, albo też karierowiczkami. A prawda jest taka, że decyzja musi wynikać z nas samych, z naszych wewnętrznych potrzeb i możliwości. Po co zmuszać panią Krysię z miasta Y, aby pokazywała waginę na hanifach i krzyczała: „To jest moje!”. A jeśli nie pokaże, to pomyśli sobie: „Jestem taka słaba, jestem taka beznadziejna, jestem kurą domową”.
Pamiętajcie jednak jedno - feminizm mimo wszystko dał nam dużo. Uświadomił wiele praw, które nam się należą. Pokazał nam, że jeśli czegoś nie chcemy, nie musimy. Ale nie dajmy się zwariować. I pod żadnym pozorem nie myślmy co wieczór, że leży obok nas wróg pod postacią mężczyzny
Autor(ka) wpisu:


